Scenka na wejście: „Przeczytam Mahabharatę w weekend” – zderzenie z rzeczywistością
Wyobraź sobie, że stoisz w księgarni przed ogromnym tomem z egzotycznym tytułem „Mahabharata”. Myśl: „Przeczytam w dwa weekendy, będzie jak dobra powieść fantasy, tylko z Indii”. Po kilkunastu stronach gubisz się w imionach, rodach i boskich interwencjach – zakładasz zakładkę, odkładasz książkę na półkę i… zostaje tam na lata.
Podobnie dzieje się z Ramajaną. Ktoś słyszał o Ramie, Sicie i małpim bogu Hanumanie, zakupuje epos, a po pierwszych stronach pojawia się dezorientacja: czy to mit, historia, traktat religijny czy bajka dla dzieci? Niby prosta opowieść, a nagle gąszcz pojęć: dharma, karma, yajña, awatary, jogini, risi.
Bez kontekstu eposy hinduistyczne potrafią wyglądać jak zbiór legend i cudów, które „nie mają sensu”, jeśli czytać je z zachodnim, czysto realistycznym nastawieniem. Sceny bitwy pod Kurukszetrą czy porwania Sity przez demona-króla Rawannę tracą głębię, a pozostaje tylko egzotyczna dekoracja. Po pierwszym zachwycie objętością i egzotyką szybko przychodzi zmęczenie.
Mahabharata i Ramajana nie są lekturą „na szybko” – to raczej duchowe Himalaje niż spacerowy pagórek. Potrzebują strategii, spokojnego tempa i minimalnego przygotowania, ale odwdzięczają się czymś, czego nie daje żadna zwykła powieść: wielopoziomowym oglądem ludzkiego życia, relacji i duchowego rozwoju.
Czym właściwie są Mahabharata i Ramajana – mapa terenu
Mahabharata: gigantyczny epos o wojnie, rodzinie i duchu
Mahabharata to jeden z największych eposów świata. W oryginale liczy około 100 tysięcy dwuwierszy, czyli kilkukrotnie więce
